Sponsoring.pl

No to coś czuję podskórnie, że to będzie kij w mrowisko.

Choć cel jest wprost przeciwny.

Żyć z kolarstwa, brzmi pięknie prawda? Jak wielu szczęśliwców w Polsce poza tymi z komercyjnych dyscyplin kolarskich, którzy robią to na najwyższym poziomie, może powiedzieć, że kolarstwo to ich praca?

Polecam książkę Mai Włoszczowskiej, w której nieco uchyla kulis życia profesjonalnego kolarza, można poczytać o Majce, Kwiatkowskim czy Godźkach. Czyli top level różnych dyscyplin kolarskich, a co za tym idzie kontrakty z goła inne od tych za „rabat”.

Jakieś dziewczyny robią sobie zdjęcie z Kasią Burek na treningach w jednej z edycji EWS.

I tu się teraz zacznie. Każdy kto trochę chociaż zaczął funkcjonować w tym środowisku wie doskonale, że enduro czy downhill są dla polskiej sceny sportowej równie ważne co gra w bierki. Weźmy taką piłkę, są tam miliony złotych, mimo że umie w nią w Polsce grać kilku a w kolarstwie to proporce są zupełnie odwrotne! Jest mnóstwo zdolnych, młodych zawodniczek i zawodników, którzy ze względu na często ograniczone środki finansowe nie mogą trenować i rywalizować choćby na europejskim, nie mówiąc już o światowym poziomie. W tym sporcie nie ma na to takich pieniędzy, nie ma takich sponsorów. Widzieliście kiedyś kogoś w enduro lub dh sponsorowanego przez Orlen? Co ciekawe doskonale wiemy, że są to dyscypliny absolutnie widowiskowe, a mimo wszystko raczej znajdziecie w TV 10 emisji rozgrywek szachowych niż jedną z zawodów w tych kategoriach.

Robert Piekara atakujący trasę na EWS – Les Orres fot. Pawlikowski Media.

To wszystko powoduje, że ci którzy nieco poważniej myślą o tym sporcie a nie mają na kontach grubych zaskórniaków lub sponsorujących rodziców muszą sobie „jakoś” radzić.

To „jakoś” jest tu oczywiście kluczem. Co kto sobie wychodzi to ma. Rower, rabat, części a może i w końcu coś na waciki lub chociaż finanse na starty w zawodach. To jest naturalnie możliwe, nie zawsze łatwe, ale do zrobienia. Sprawa jest absolutnie zrozumiała i każdy dostosowuje się do warunków i możliwości. Możemy płakać nad tym stanem rzeczy, obrażać się na rzeczywistość lub w niej funkcjonować i próbować swoją pracą ją nieco polepszyć. I w tym miejscu pozwolę sobie popełnić drobny apel. Ponieważ to co naprawdę mną kierowało pisząc ten tekst, to nie fakt jak wygląda sponsoringowa rzeczywistość enduro czy dh w Polsce, tylko to jak jest to komentowane w sieci. Ponieważ nagle okazuje się, że mamy mnóstwo specjalistów i doradców, którzy mówią co powinni robić zawodnicy i żywo komentują ich warunki współpracy jakby byli co najmniej ich agentami. To chyba podobne zjawisko jak z piłką nożną, na której wszyscy się sezonowo znają. Po pierwsze dokładne warunki swojej współpracy znają sami zawodnicy i ich partnerzy czy sponsorzy, więc nie zgadujmy publicznie czy jeżdżą „za rabat” czy za bidony, bo nasza wiedza na ten temat jest równa wiedzy na temat życia intymnego królowej Anglii. Po drugie bardzo często pojawiają się publicznie zarzuty, że jacyś zawodnicy „sprzedają się” za ciuchy czy akcesoria rowerowe i że sami tym niszczą rynek polskiego sponsoringu. Naprawdę? W porządku, to jak jesteście takimi dobrymi negocjatorami to załatwcie tym zawodnikom godziwe według was warunki. Może macie predyspozycje do stania się czyimś menadżerem, kto wie.

Przystojny nawet w kasku Mateusz Baliński na starcie Mountain Of Hell, fot. Przemo Kita

Dążę do tego, że bardzo łatwo jest krytykować i wyśmiewać, a ciężej wziąć i zrobić. Każdy z nas ma nadzieję, że sytuacja się będzie zmieniała na lepsze, może będziemy mieli możliwość uzyskać dobre wyniki na EWSach (Enduro World Series), w tym roku będzie nas tam reprezentować wiele wspaniałych zawodniczek i zawodników, więc może ich wyniki pomogą im zdobyć ciekawe kontakty czy wynegocjować lepsze warunki współpracy. Jednak póki co, zamiast krytykować może zaczniecie jakoś pomagać? Jeśli macie czas na napisanie opasłych opinii na temat tego jak ktoś ma słaby układ partnerski czy sponsorki, to może w tym samym czasie można napisać mail do znajomej firmy o jakiejś formie wsparcia danego zawodnika? Albo jeśli macie ciekawe pomysły na to jak dany zawodnik może budować swój wizerunek, żeby mu było łatwiej z partnerami, to mu to napiszcie w dobrej wierze, zamiast krytykować. Ja jestem za takim rozwiązaniem. Sam pracuję w marketingu od lat i jeśli ktoś z polskich zawodników potrzebuje zasięgnąć jakiejś opinii na temat działań w sieci i tego jak się zaprezentować to zawsze chętnie pomogę za darmo. Jednak będę ostatni do krytykowania tego jak wygląda ich układ sponsorski czy partnerski (nie mówię o relacji intymnej), bo nie mam na ten temat absolutnie żadnej wiedzy, podobnie jak na temat wspomnianej królowej Eli.

Krzysztof Pałys