Gdzie na rower?

Kiedyś mając sporą zajawkę na motoryzację, wylądowałem dzięki znajomościom na torze wyścigowym z autem o mocy ponad 600 KM, w towarzystwie podobnych aut, z tą różnicą, że ich kierowcy mieli ode mnie tak lekko ponad 15 lat więcej doświadczenia…Było ciekawie, lecz niezbyt komfortowo, a na pewno trochę za wcześnie na moje umiejętności. Myślę, że właściciel auta może mieć do dziś problemy z plamą na fotelu.

Kojarzy mi się to czasem trochę z doborem naszego skilla do miejsc rowerowych i tego czego od nich oczekujemy versus nasz styl jazdy, preferencje co do terenu, podjeżdżania itp.

Na szczęście powstaje coraz więcej nowych miejsc na rowerowej mapie Polski, dostosowanych do naprawdę przeróżnych umiejętności. Cały czas powiększa się projekt Singletrack Glacensis, powstało Pasmo Rowerowe Olbrzymy, mamy rewitalizację Czarnej Góry i nowe trasy Szczyrku! Patrzycie na moją twarz a ona jest uśmiechnięta! Są też kolejne plany rozwoju wielu istniejących miejsc i tras. Z przybywaniem miejsc przybywa też komentarzy w sieci, mniej więcej z częstotliwością przybywania marszów i protestów w naszym kraju. Jak to zwykle bywa, częściej ludziom chce się krytykować niż okazywać zadowolenie. To już stała zasada większości miejsc i portali, gdzie można się wypowiadać – jak ktoś jest zadowolony to siedzi cicho, a jak coś mu nie leży to chętnie wyleje wiadro jadu. Tu od razu wspomnę, że bardzo dobre reakcje przywitały nowe trasy w Szczyrku, co jest bardzo budujące!

Jednak to rzadkość. Pamiętam doskonale liczne komentarze o tym jakie to Pasmo Rowerowe Olbrzymy jest nudne, bo dużo pedałowania a mało flow i ogólnie jest za łatwo. Dla środowiska enduro z pewnością tak, ale jak poczytać komentarze osób bardziej ukierunkowanych na XC to wygląda to już zupełnie inaczej. Podobne komentarze pojawiły się pod różnymi etapami Glacensisa: prosty, nudny nic tam się nie dzieje itp. Ale chyba nikt nie spodziewał się 20 metrowych hop na zrównoważonych trasach rowerowych typu singletrack? Czy może jednak? A jak już o tym mowa to pamiętacie pewną burzę związaną z jedną niemałą hopką w bike parku Kasina? Naturalnie każdy ma prawo mieć swoje zdanie na temat przygotowania tras (o tym zaraz) czy jakości obsługi. Ale jednak trochę mnie zdziwiły głosy o tym, że jest kilkunastometrowa hopa na najbardziej wymagającej pod kątem lotów trasie w Kasinie. Hmm, to rzeczywiście dziwne. A może tam właśnie spodziewaliście się pump tracku? Dążę do tego, że każdy znając swojego skilla wybiera sobie trasy pod siebie. Ja nie umiem być trzecim bratem Godźkiem więc zadowolę się hopami z liści i patyków, ale nie będę raczej narzekał na to, że ktoś takie buduje w bike parku, bo są tam też inne trasy i tej akurat nie muszę jechać. Swoją drogą w alpejskich bike parkach też są takie hopy a nie słyszałem narzekań na nie, że są za duże i że ktoś nie potrafi ich skakać.

Teraz jeszcze naturalnie trzeba włożyć do tego wiadra bitej śmietany łyżkę dziegciu i wspomnieć o tym, że negatywne komentarze pojawiają się też w kontekście jakości tras. I tutaj niestety czasem komentujący mają racje. Każdy z nas natknął się na hopy z lądowaniem na płasko, kwadratowe bandy, w które nijak nie da się wkleić czy stojącą wodę na ścieżkach. Jesteśmy na dobrej drodze, ale powinniśmy się jeszcze trochę nauczyć choćby od sąsiadów z Czech.

Co do „grzecznych” singli, to z kolei słyszałem o nich mnóstwo pozytywnych opinii od osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z MTB, albo które zabierają tam ze sobą dzieci, aby oswoić je z rowerem i mieć za chwilę kupę denerwujących, dodatkowych wydatków. Podobnie znalazły się osoby, które pozytywnie komentowały Arkowe hopy. Były to po prostu osoby, które je potrafią przeskoczyć.

Patrząc na mapę Polski każdy znajdzie coś dla siebie. Są bike parki z wyciągami, jeśli ktoś nie lubi podjeżdżać. Tam są zazwyczaj łatwiejsze trasy typu „family”, ale mamy też trasy DH i te do lotów. Mamy takie skupiska tras jak Bielsko, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, od gładkich singli po niezbyt łatwe, naturalne trasy enduro. Mamy Srebrną Górę, która jest bardzo różnorodna i oferuje podwózkę na górę, i mamy w końcu całą masę dzikich tras, z których sporo jest na Trail Forksie. Tam z kolei polecamy czytać opisy i charakterystykę tras, bo nieraz na Ślęży spotykaliśmy niczego nieświadomych rowerzystów, na rowerach ze skokiem 80 mm na największych wyrypach. Czasem nawet nie mieli kasku, bo myśleli, że to przecież zwykła leśna ścieżka, kto by tam się wywracał.

Dążę do tego, że po pierwsze primo – szanujmy pracę innych, ponieważ budowa tras jest trudniejsza niż jeżdżenie po nich i nawet trudniejsza niż zjedzenie pączka bez oblizywania się. Po drugie primo ultimo, dobierajmy trasy pod siebie, swoje preferencje i umiejętności, czytajmy o nich, żeby potem nie być rozczarowanym. A wierzcie mi, że wszystkie z tych wspaniałych inicjatyw mają swoje grono fanów, do których są dostosowane poziomem. Zakładam, że za jakiś czas sam poziom wykonania tras też będzie przynajmniej o czeskim standardzie.

I na koniec wyświechtany banał – nie śmiećmy na tych trasach, bo jest z tym nadal bardzo duży problem! Jak będziecie śmiecić to będziecie u Pani, wyrosną Wam włosy między palcami (tak jak przy masturbacji) i bagiety przyjado.

Krzysztof Pałys