Carbony za miliony

Ostatnio u znajomego fotografa oglądałem statyw i mówię do niego, że widzę, że carbonowy, lekki i ładny splot. A on na to, że tak i skąd wiem, że to carbon, czy się tym interesuję itp. Innym razem oglądałem produkty jakiejś designerskiej firmy z Francji i widzę, że mają w ofercie carbonowy portfel, to wszedłem z ciekawości, mimo że kosztował miliony monet. Tam był opis o projekcie, technologii jego produkcji i o tym, że to idealny gadżet dla fanów zaawansowanej motoryzacji…czy aby na pewno? Przecież teraz carbony mają również swój czas w rowerówce! Od tego zaczynają się wszystkie wybory, rama carbonowa czy alu, koła carbonowe czy alu, kierownica, mostek, sztyca, większość części! Niektórzy robią to dla prestiżu inni mają pełną świadomość tego materiału, niektórzy mówią, że ten materiał jest bez sensu i przecież pęka – np. od mojej żony ciągle to słyszę. Można znaleźć w sieci mnóstwo komentarzy o tym, że płacimy masę pieniędzy za ramy i koła, które pękają przy dzwonach czy dobiciach o kamienie.

Zdradzę Wam tajemnicę: każdy materiał może pęknąć, stal, aluminium, tytan, carbon czy kryptonit. A jednak na testach wytrzymałościowych carbon wychodzi lepiej od aluminium. Naturalnie pod uwagę jest branych kilka parametrów, waga, sztywność i właśnie wytrzymałość i suma tych parametrów wychodzi zdecydowanie lepiej w carbonowej ramie niż nawet w wydziwionej ramie rowerów Pole. W przypadku samej wagi różnice może nie są zbyt wielkie, ale reszta parametrów? Nie bez powodu carbon to topowy materiał w motoryzacji. Robione są do niego części do bolidów F1. Np. McLaren robi z niego całą klatkę do swoich aut. Czyli najpierw powstaje carbonowy monolit, który dopiero potem jest obudowany karoserią. Testy zderzeniowe McLarena pokazały, że tym co pozostaje po zderzeniach cywilnych aut tego producenta, to właśnie carbonowa konstrukcja wewnętrzna.

No ale oczywiście jak nadziejecie się z dużą prędkością na ostry kamień ramą, to jasne że pęknie, podobnie z kołem, na dużym dobiciu też może strzelić. Ale – zawsze musi być jakieś ale. Ramę i koła z carbonu można naprawić! Nie chcę tu słyszeć, że ramę alu można przecież spawać… jest kilka firm w Polsce, które naprawiają elementy z carbonu. Naprawa koła to koszt poniżej 200 zł, koło jest jak nowe, nie traci swojej sztywności. A co z kołem z alu? No nic, kubeł. Wgnioty? Nic również z tym nie zrobimy, prędzej czy później kubeł. Koleżanka z teamu rozwaliła niedawno tylny trójkąt w YT Capra, czy tam sam się rozwalił, żeby nie było że psuja. Nowy trójkąt w YT – 400 Euro, naprawa 600 zł. Trójkąt jest jak nowy. Technologia polega na wycięciu uszkodzonego fragmentu i warstwowego położenia nowych powłok carbonu, czyli nie do końca jest to klejenie jak niektórzy sobie wyobrażają, to dodanie nowego materiału i związanie go z resztą. Rama oczywiście jest następnie malowana na ten sam kolor. Można? Można!

Żeby było jasne, nie chcę być tutaj carbonowym onanizantem, sam mam rower z tego materiału i była to świadoma decyzja a nie kwestia „prestiżu”. Jednak chciałem rzucić kilka argumentów do niekończących się dyskusji o przewadze alu nad carbonem i na odwrót. Wiemy doskonale, że rowery na carbonowych ramach są wyraźnie droższe tak jak i same ramy, więc decyzja o zakupie takiego roweru jest podyktowana również finansami. Niektórzy zwracają też uwagę na walor estetyczny, czyli kwestię braku spawów. To już kwestia gustu, choć przyznam, że też wolę ich nie mieć. Natomiast odpowiadając na pytania czy warto dołożyć do carbonowej ramy albo czy carbon jest lepszy itp. Z jakiegoś powodu światowa czołówka zawodników w każdej dyscyplinie rowerowej jeździ na ramach z tego materiału. Więc chyba nie chodzi tu o czysty marketing? Natomiast nie jestem Wam w stanie odpowiedzieć po co Wam carbonowy portfel, więc musze się zastanowić nad argumentami, bo wygląda naprawdę, jak to się teraz mówi, „masno”.

Krzysztof Pałys